To już drugi raz, kiedy odwołuję swoje wesele - prawie dwie dekady od siebie, ale z zupełnie innych powodów. W 2001 roku spotkałam mężczyznę, którego uważałam za "tego jedynego". Po ośmiu miesiącach wichury, długodystansowej relacji, zaproponował. Natychmiast poszedłem pełną parą do przodu z planami ślubu.

Spędziłam prawie rok pracując z projektantem ślubu, martwiąc się o każdy najdrobniejszy szczegół od idealnego miejsca do kwiatów i ciasta - ale przez cały czas nie mogłam pozbyć się dokuczliwego uczucia, że coś jest nie w porządku. Zaczęłam się zastanawiać, ale mając zaledwie 25 lat nie wiedziałam jak je wyrazić. Udało mi się przekonać samego siebie, że gdybym zerwał nieskazitelne wesele, to też bym jakoś miał nieskazitelne wesele. Wplątanie się w planowanie każdego szczegółu było czasem, kiedy nie musiałam poświęcać czasu na analizowanie naszego zmagającego się związku.

Z każdą podjętą przeze mnie decyzją o ślubie wypychałam z pamięci narastające wątpliwości i zastępowałam je obrazowo doskonałym małżeństwem, które chciałam, aby wszyscy nasi goście założyli, że będziemy mieli.

Ale w miarę jak zbliżał się nasz dzień ślubu i rzeczywistość tego, co chodzenie tą drogą oznaczałoby dla mnie do końca życia, w końcu pogodziłam się z tym, że nie mogę przez to przejść. Zerwałam zaręczyny i odwołałam wesele, tak jak zaproszenia miały być wysyłane. Szczerze mówiąc, poczułam tylko ulgę, potwierdzając tym samym, że podjęłam właściwą decyzję. Życie, a w końcu randka, trwało dalej.

W lipcu 2016 roku spotkałem się z Fancé Ryanem, a nasz związek był zdecydowanie inny niż moje poprzednie zaloty - powolne spalanie, które przerodziło się w prawdziwą miłość.

W lipcu 2016 roku poznałam fana Ryana, a nasz związek był zdecydowanie inny niż moje poprzednie zaloty - powolne spalanie, które przerodziło się w prawdziwą miłość. Chodziliśmy ze sobą przez dwa i pół roku, zanim zaproponował w styczniu 2019 roku, a ja byłam nad księżycem, gdy w końcu spadł na jedno kolano.

Z prawie kilkoma dodatkowymi dekadami dojrzewania, które mam już za sobą, byłam zdeterminowana, aby tym razem zrobić coś innego i skupić się na tym, co naprawdę jest ważne: na słodkim i prostym świętowaniu z naszymi najbliższymi. W ciągu następnego roku, biernie wykorzystywałam nasze możliwości, ale nie znalazłam odpowiedniego dopasowania, aż w końcu mnie to olśniło. Pochodzę z rodziny zapalonych żeglarzy i z radością widzieliśmy wiele pięknych panny młodej spacerującej po statkach w ich szczególnym dniu. Zawsze podziwiałam romantyczne wyobrażenie o ślubie na morzu.

Po małych poszukiwaniach dowiedziałem się, że śluby w rejsie są naprawdę przystępne cenowo i łatwe: a nasz mały budżet wystarczył na gustowną ceremonię i przyjęcie. Łatwy groszek!

Więc przedstawiłem narzeczonemu i rodzinie pomysł na wesele statkiem wycieczkowym po Riwierze Meksykańskiej, wyjaśniając, jak w gruncie rzeczy możemy sprawić, że całe to doświadczenie stanie się czymś w rodzaju epickich wakacji. Wesele odbędzie się w drugim dniu rejsu, a my będziemy mieli resztę tygodnia na cieszenie się swoim towarzystwem, aby nasze rodziny (które nigdy się nie spotkały) mogły się poznać i stworzyć wspomnienia, które będą trwały dłużej niż jeden dzień. Wszyscy byli podekscytowani.

20 stycznia 2020 roku, w rocznicę naszego zaangażowania, wysłaliśmy do 25 naszych najbliższych przyjaciół i rodziny e-mail z informacją o ślubie z 11 października na pokładzie statku Princess Cruises. Zaczęłam wybierać szczegóły przyjęcia, kupiłam wspaniałą suknię ślubną z pociągiem, o którym wiedziałam, że będzie wyglądać spektakularnie na zakrzywionych schodach statku i zaczęłam badać miejsca, w których odbywa się miesiąc miodowy.

Ale gdy tylko obniżyliśmy nasz bezzwrotny depozyt o 3000 dolarów i nasi goście zaczęli rezerwować swoje kabiny, zaczęliśmy słyszeć brzęczenie czegoś, co nazywa się koronaawirusem. Mimo to, wszyscy ruszyliśmy naprzód, ponieważ wirus ten był zupełnie nowy i ograniczony do Azji. Nie zastanawialiśmy się nad tym.

Do połowy lutego wszyscy nasi goście byli już zarezerwowani, ale wielu z nich zaczęło wyrażać coraz większe obawy przed podróżą - i słusznie. Wirus przeskoczył do Europy i wiele krajów rozpoczęło kwarantannę i zamknęło swoje granice. Październik był jednak odległy, zracjonalizowaliśmy i na pewno już wcześniej to wszystko się skończy.

To ma być radosna okazja, a nie taka, w której nasi ukochani goście muszą wybierać między świętowaniem z nami a ochroną zdrowia.

11 marca, koronaawirus został oficjalnie ogłoszony przez Światową Organizację Zdrowia jako globalna pandemia. Następnego dnia, Princess Cruises - która w tym czasie miała kilka statków poddanych kwarantannie na morzu z setkami pasażerów i załogi, którzy mieli pozytywny wynik testów na wirusa - ogłosiła, że natychmiast zawiesi wszystkie rejsy na kolejne 60 dni. To był moment, w którym uderzył we mnie: Nasze wesele statku wycieczkowego prawdopodobnie nie doszłoby do skutku.